UAM – Etnolingwistyka

Zastanawiałem się jak wyglada sprawa z wyborem drugiego języka i najprostsze rozwiazanie – zapytanie u źródła – przyszło mi do głowy najpoźniej 😉 Oto, co dostałem w odpowiedzi:

drugi język wybiera się dopiero po zakończeniu rekrutacji – na spotkaniu organizacyjnym, które zwykle ma miejsce na przełomie września i października, przy okazji Dnia Studenta I Roku. Polega to na wytypowaniu 2-3 języków spośród oferowanych, po czym następuje podział na grupy z uwzględnieniem Państwa preferencji. Nie ma 100-procentowej gwarancji, że dana osoba znajdzie się w swojej wymarzonej grupie językowej, ale oczywiście dobrze zdana matura bardzo zwiększa szanse. Na rok akademicki 2012/2013 przygotowano następującą ofertę językową: chiński, japoński, francuski, hiszpański, khmerski i nowoperski.

I tak się zastanawiam, przy mojej maturze, jakie by były szanse na drugi język – chinski 🙂 Oczywiście, do wyników jest jeszcze czas, ale już teraz wolę zrobić rozeznanie, jak to wyglada.

Ciagle jeszcze stawiam na skandynawistykę na UG, choć tam próg jest dużo wyższy, niż na etnolingwistykę w Poznaniu (jakoś ten kierunek podoba mi się bardziej niż dunski/szwedzki na UAMie – sam nie wiem dlaczego ;)).

Jednak, dalej nie wiem, co bardziej mi się podoba – Wschód czy Północ.

Z innych wiadomości: mój chinski na razie polega na słuchaniu „kaset” stad.

 

W najbliższych tygodniach zamieszczę jeszcze parę wpisów z watpliwościami dot. kierunków 😀 Stay tuned 😉


Finnish ain’t so difficult.

A przynajmniej dla tej części świata, której językiem ojczystym jest angielski. Natrafiłem ostatnio na taka infografikę. Finski jest zestawiony obok m.in. wietnamskiego, polskiego, czy hebrajskiego (sic!) jako średnio trudny (44 tygodnie nauki).

Zadziwiła mnie ta stosunkowo niska pozycja finskiego – przecież tam jest ~15 (poprawcie jeśli się mylę) przypadków, gdzie w angielskim nie ma ani jednego. Tak samo wietnamski – używa alfabetu łacinskiego, a nie „krzaczków”, ale podobno wymowa jest bezlitosna i nie wybacza błędów 😉

Szukałem dalej, zaciekawiony, i trafilem na raport NSA. Bardzo podoba mi się koncowa część:

We may summarize what we have discussed by using the mathematical symbol (<), where „A>B” means „A is more difficult than B.” Our summary can be formulated as follows:

A. Japanese>Korean>Chinese
B. Japanese>Korean>Arabic>Turkish
Hebrew>Russian>Vietnamese>German>
French/Italian/Spanish

Od tej pory będę patrzył na niemiecki jako przyjazny dla użytkowników 😉

Z innych rzeczy: w mojej nauce chinskiego (która na razie jest tylko osłuchiwaniem się z językiem) towarzyszy mi ten filmik:

Trafiłem też, na stosunkowo stary, artykuł BBC o tym, czy chinski może zastapić angielski na arenie międzynarodowej 🙂

Zakonczyłem też rejestracje na studia (tj. zapisałem się na te kierunki, które mnie na ten moment interesuja ;)) – pozostaje ‚tylko’ czekać na wyniki matur…


CAE schedule & Chinese

Matury już za mna, a przede mna, CAE. Dostałem rozkład jazdy i ustny egzamin już w sobotę, 2.06 (nie wiem, czemu ktoś robi egzaminy w soboty?!).

Nie chcę nic o maturach pisac, bo i tak się okaże, że moje przewidywania były błędne 😉 Poczekam do konca czerwca na wyniki, a w tzw. międzyczasie chcę się zaczać uczyć chinskiego 😀

I tu pytanie: ktoś zna ksiażkę Assimila Pismo Chinskie dla Każdego?

Dlaczego chinski? Myślę, że mam szanse dostać się na etnolingwistyke na UAM (angielskim powinienem nadrobic niemiecki), a tam jednym z języków, które wybiera się obok angielskiego/niemieckiego, jest chinski. Poza tym, myśle, że bedzie to przyszłościowe: ktoś musi przecież Chinczyków nauczyć zachodniego języka! 😉

Druga opcja jest, nadal, skandynawistyka w Gdansku ew. dunski/szwedzki na UAMie (a może i UJ? :o) 😛


Keep calm!

Za: BEST Novi Sad

 

Zobaczylem dziś to na FB i strasznie mi sie spodobało 🙂 Jutro o 14 matura z niemieckiego, na która bym najchetniej nie poszedł, ale też sie trzeba pojawić 😉

I tak jakoś, im bliżej konca egzaminów, tym bardziej nastawiam się na języki skandynawskie 🙂

A jutro, po egzaminie, bedzie tylko dylemat jak wypełnić te dni w oczekiwaniu na wyniki. Jakieś sugestie? 😀


Applied linguistics?

Dziś chciałem sprawdzić, skad się wział zwrot ‚alle sein‚. Od słownika trafiłem na Wikipedie pod hasło Pennsylvania German, aż do wpisu na forum.

Od zawsze interesowały mnie tego typu rzeczy, jaka jest etymologia słownictwa, co się z wyrazem stanie po dodaniu odpowiednich sufiksów, czy prefiksów etc.

Jakoś we wrześniu zaczałem myśleć o lingwistyce stosowanej w Poznaniu. Potem, jak pisałem zainteresowały mnie zupełnie inne języki. Jednak teraz, po tym jak przyjrzałem się bliżej planowi na UAMie i zobaczyłem, że jako trzeci język jest do wyboru m.in. szwedzki, znów się nad tym zastanawiam 😛

Tym bardziej, że jakbym się na to zdecydował, odpadł by mi problem z certyfikatem z niemieckiego.

Jedyne minusy jakie widze, to niemożność nauki japonskiego i/lub jednego z języków skandynawskich.

 

A kursem Supermemo jestem nadal zachwycony, i z dnia na dzien moja radość z odkrycia tegoż programu rośnie 😛


Spanish?! German?!

W przerwie od czytania ksiażek i dalszego przepisywania słówek ogarnęło mnie przerażenie: czy do 16.05 opanuję dobrze (!) niemiecki na poziomie wymaganym do matury rozszerzonej.

Żeby odpędzić te złowrogie myśli postanowiłem poszukać jakiś informacji o hiszpanskim, który zawsze się gdzieś u mnie ‚z tyłu głowy’ był. Trafilem m.in na takie coś:

If you already speak another Romance language, 6 months of regular one-hour-a-day-sessions or 200 hours should see you fluent in Spanish. This is what it took me and I had absolutely no prior knowledge of the language. Adding advanced vocabulary and getting to speak with great fluency will get easier and easier as you progress. Once you have assimilated the few but important differences between Spanish and the other Romance language you speak, the rest is very similar.

If Spanish is your first foreign language and your mother tongue is not a Romance language, you should be reasonably fluent with 300 hours of study. In my opinion, an hour of serious study every day for a year is more than you need.

To już dało mi do myślenia, ze po podobnym czasie (w jakim naprawdę uczę się niemieckiego) – opanowałbym hiszpanski na nieco wyższym poziomie. Następnie moja uwagę zwrócił wpis ‚10 powodów dlaczego hiszpanski jest najlepszy na pierwszy język‚, a zwłaszcza pierwsze dwa punkty:

  1. Spanish grammar is remarkably similar to English, so it’s not difficult to learn. Yes, adjectives follow their nouns, and there are more verb conjugations, but putting together a sentence in Spanish works in almost the same way as in english.
  2. The Latin roots of Spanish reflect the Latin roots in English. Many new words will be easy to learn just because their etymologies are easy to recognize, such as la mano which we recognize from “manual”, as in “manual labor”.

Jednak, jak już pierwszy potok szalenczych myśli się skonczył, przyszło zrozumienie. Nie rzuca się przecież jednego języka, tylko dlatego, że drugi wydaje się łatwiejszy (i to na ~3 miesiace przed matura!). Tym bardziej, że inne opcje niż japonski na studiach mam, więc wynik z niemieckiego, który mnie nie zadowoli nie będzie koncem świata.

Or is it?


Enroll in ALL the courses! & Learn ALL the words!

Tytuł jest nawiazaniem do znanego mema All The Things.

Wczoraj w nocy (22:56-23:56 – co na pewno dla wiekszości osób jest noca. Podobnie jak dla mnie 7-8 rano to „środek nocy” ;)) przepisywałem do zeszytu słówka z podręcznika, o których zapomniałem wcześniej. Zebrała się tego dość spora ilość, bo około 80 sztuk.

Zauważyłem, że jakoś tak po godzinie ciagłej pracy wpadam w rytm, z którego mało co może mnie wyrwać. I wtedy mam wrażenie, że mogę nauczyć się wszystkiego (w granicach rozsadku oczywiście). Szkoda tylko, że taki stan osiagam dopiero po godzinie, a czasem nawet ciężko jest mi zabrać sie do porzadnej roboty, bez ciagłego rozpraszania się. Na szczęscie pracuję nad tym ciagle, pilnujac, żeby codziennie mieć jakiś kontakt z jezykiem – wtedy czuje się mniej winny lenistwa 😉

Druga (a pierwsza patrzac po tytule) sprawa to studia. Do głebszego zastanowienia się nad tym zainspirował mnie wpis emajli (mam nadzieję, że dobrze odmieniam), która postanowiła:

 Dostać się na Sinologię, Etnolingwistykę bądź Etnolingwistykę w trybie zaocznym na UAM w Poznaniu.

Też marzy mi się UAM i wczoraj gadałem na ten temat z kumplem (pozdro Marcin!), który stwierdził, że najlepsze co moge zrobić, by zdecydować się na jakis kierunek to:

no to trzeba albo sie kierowac intuicja albo stworzyc kategorie, w ktorych da sie porownac wszystkie opcje

hm albo kategorie, ktore je dziela wedle jakiegos kryterium, whatevs

potem cwiczymy siec neuronowa i pozwalamy jej podjac decyzje !

i tak 10 000 razy, ogladamy rozklad wyborow, gotowe

Osobiście uważam, że powtórzenie 10tyś. razy, to za dużo zachodu, niemniej ogółem rada jest jak najbardziej na miejscu. Zwłaszcza fragment o intuicji, która ciagle podpowiada mi następujace kierunki: norweski/dunski, japonski i, ostatnio, etnolongwistyka (po tym, jak dowiedziałem się o możliwości nauki drugiego, egzotycznego języka). Na razie traktuję ww. opcje jako plan A.

Niestety, jak wszyscy dobrze wiemy, plany w najmniej oczekiwanym momencie lubia wziać w łeb. Dlatego potrzebny mi jest plan B. Awaryjnym wyjściem mogły by być studia, na UAMie (gdziekolwiek) i jednoczesna nauka j. japonskiego, by potem móc się przenieść  na Katedrę Orientalistyki UAM. Choć dowiedziałem się o tej możliwości niedawno i podoba mi się, że w razie ‚w’ szansa jest, to na razie i tak traktuję ja jako „plan Z”.

Aczkolwiek, teraz i tak powinienem skupić wszystkie dostępne zasoby (mózgowe ;)) na nauce do poprawy matury. Ech, czasem myśle, że lepsze były egzaminy na studia, przynajmniej człowiek uczył się rzeczy, o których było wiadomo, że będa na nich rozwijane.

 

Może to śmieszne, ale samo napisanie tego posta zmotywowało mnie do działania. Co więc mam zamiar uczynić – that’s all folks!