Do Androids Dream of Electric Sheep?

Wczoraj przeczytałem na jednym z moich ulubionych blogów, że jeśli ksiażka, film etc. w języku obcym cię nudzi – zmien to – natychmiast! Oczywiste, prawda? Też tak sadze, ale mimo to poczułem dzika moc do działania 😀

Moim ulubionym autorem jest Philip K. Dick (napisał, jak sie można domyślić, „Do Androids Dream of Electric Sheep?”). Dostałem jedna z jego ksiażek pare lat temu na Gwiazdke i od tamtej pory czytam wszystko o nim lub jego autorstwa 🙂 Wczoraj tez przegładalem Amazon w poszukiwaniu czegoś, co mogę w najbliższym czasie zamówic i trafiłem na to . Dwie z ksiażek zawartych w wolumienie (jeśli można tak mowić o ksiażce na Kindla ;)) mam, nie zastanawiałem się więc długo, tylko sciagnałem przykladowe rozdziały i zaczałem przygodę 😀

Jak na razie przeczytałem tylko kilka stron, ale wrażenia sa jak najbardziej pozytywne i jesli pomoże mi to w zdaniu matury, to będę tę metodę kontynuował w przyszłości 🙂

Przyznam, że pierwszy raz chce taki sposób zastosować. Mimo to, uważam, że jednoczesne czytanie przyniesie dużo więcej korzyści, niż samo uczenie się słówek. Nie mowiac o tym, że będę chciał wiedzieć, co dalej się dzieje w ksiażce (mimo, że fabułę już znam :P)

Macie jakieś doświadczenia z takim czytaniem?


Spanish?! German?!

W przerwie od czytania ksiażek i dalszego przepisywania słówek ogarnęło mnie przerażenie: czy do 16.05 opanuję dobrze (!) niemiecki na poziomie wymaganym do matury rozszerzonej.

Żeby odpędzić te złowrogie myśli postanowiłem poszukać jakiś informacji o hiszpanskim, który zawsze się gdzieś u mnie ‚z tyłu głowy’ był. Trafilem m.in na takie coś:

If you already speak another Romance language, 6 months of regular one-hour-a-day-sessions or 200 hours should see you fluent in Spanish. This is what it took me and I had absolutely no prior knowledge of the language. Adding advanced vocabulary and getting to speak with great fluency will get easier and easier as you progress. Once you have assimilated the few but important differences between Spanish and the other Romance language you speak, the rest is very similar.

If Spanish is your first foreign language and your mother tongue is not a Romance language, you should be reasonably fluent with 300 hours of study. In my opinion, an hour of serious study every day for a year is more than you need.

To już dało mi do myślenia, ze po podobnym czasie (w jakim naprawdę uczę się niemieckiego) – opanowałbym hiszpanski na nieco wyższym poziomie. Następnie moja uwagę zwrócił wpis ‚10 powodów dlaczego hiszpanski jest najlepszy na pierwszy język‚, a zwłaszcza pierwsze dwa punkty:

  1. Spanish grammar is remarkably similar to English, so it’s not difficult to learn. Yes, adjectives follow their nouns, and there are more verb conjugations, but putting together a sentence in Spanish works in almost the same way as in english.
  2. The Latin roots of Spanish reflect the Latin roots in English. Many new words will be easy to learn just because their etymologies are easy to recognize, such as la mano which we recognize from “manual”, as in “manual labor”.

Jednak, jak już pierwszy potok szalenczych myśli się skonczył, przyszło zrozumienie. Nie rzuca się przecież jednego języka, tylko dlatego, że drugi wydaje się łatwiejszy (i to na ~3 miesiace przed matura!). Tym bardziej, że inne opcje niż japonski na studiach mam, więc wynik z niemieckiego, który mnie nie zadowoli nie będzie koncem świata.

Or is it?


Enroll in ALL the courses! & Learn ALL the words!

Tytuł jest nawiazaniem do znanego mema All The Things.

Wczoraj w nocy (22:56-23:56 – co na pewno dla wiekszości osób jest noca. Podobnie jak dla mnie 7-8 rano to „środek nocy” ;)) przepisywałem do zeszytu słówka z podręcznika, o których zapomniałem wcześniej. Zebrała się tego dość spora ilość, bo około 80 sztuk.

Zauważyłem, że jakoś tak po godzinie ciagłej pracy wpadam w rytm, z którego mało co może mnie wyrwać. I wtedy mam wrażenie, że mogę nauczyć się wszystkiego (w granicach rozsadku oczywiście). Szkoda tylko, że taki stan osiagam dopiero po godzinie, a czasem nawet ciężko jest mi zabrać sie do porzadnej roboty, bez ciagłego rozpraszania się. Na szczęscie pracuję nad tym ciagle, pilnujac, żeby codziennie mieć jakiś kontakt z jezykiem – wtedy czuje się mniej winny lenistwa 😉

Druga (a pierwsza patrzac po tytule) sprawa to studia. Do głebszego zastanowienia się nad tym zainspirował mnie wpis emajli (mam nadzieję, że dobrze odmieniam), która postanowiła:

 Dostać się na Sinologię, Etnolingwistykę bądź Etnolingwistykę w trybie zaocznym na UAM w Poznaniu.

Też marzy mi się UAM i wczoraj gadałem na ten temat z kumplem (pozdro Marcin!), który stwierdził, że najlepsze co moge zrobić, by zdecydować się na jakis kierunek to:

no to trzeba albo sie kierowac intuicja albo stworzyc kategorie, w ktorych da sie porownac wszystkie opcje

hm albo kategorie, ktore je dziela wedle jakiegos kryterium, whatevs

potem cwiczymy siec neuronowa i pozwalamy jej podjac decyzje !

i tak 10 000 razy, ogladamy rozklad wyborow, gotowe

Osobiście uważam, że powtórzenie 10tyś. razy, to za dużo zachodu, niemniej ogółem rada jest jak najbardziej na miejscu. Zwłaszcza fragment o intuicji, która ciagle podpowiada mi następujace kierunki: norweski/dunski, japonski i, ostatnio, etnolongwistyka (po tym, jak dowiedziałem się o możliwości nauki drugiego, egzotycznego języka). Na razie traktuję ww. opcje jako plan A.

Niestety, jak wszyscy dobrze wiemy, plany w najmniej oczekiwanym momencie lubia wziać w łeb. Dlatego potrzebny mi jest plan B. Awaryjnym wyjściem mogły by być studia, na UAMie (gdziekolwiek) i jednoczesna nauka j. japonskiego, by potem móc się przenieść  na Katedrę Orientalistyki UAM. Choć dowiedziałem się o tej możliwości niedawno i podoba mi się, że w razie ‚w’ szansa jest, to na razie i tak traktuję ja jako „plan Z”.

Aczkolwiek, teraz i tak powinienem skupić wszystkie dostępne zasoby (mózgowe ;)) na nauce do poprawy matury. Ech, czasem myśle, że lepsze były egzaminy na studia, przynajmniej człowiek uczył się rzeczy, o których było wiadomo, że będa na nich rozwijane.

 

Może to śmieszne, ale samo napisanie tego posta zmotywowało mnie do działania. Co więc mam zamiar uczynić – that’s all folks!


Hello world!

Witam!

Dość długo zastanawiałem się, czy warto założyć bloga. Przecież, blogosfera ugina się już od ciężaru przelanych w nia zdan i cyfr. Doszedłem jednak do wniosku, że może mi ten twór pomóc w śledzeniu swoich postępów językowych. A taka, elektroniczna, forma jest chyba wygodniejsza od bawienia się w pisanie na kartkach, które zawsze – dziwnym trafem – potrafia się zgubić i odnaleźć wtedy, gdy nie sa już potrzebne.

Na razie, moje zdolności nie sa tak bogate jak np. Karola (http://swiatjezykow.blogspot.com/) czy Aithne (http://japonskiispolka.blogspot.com/), w koncu, czym jest niemiecki i angielski przy japonskim, czy planach Karola na przyszłość 😉

Ale staram sie jak moge, uczac się tych dwóch języków 😉

Jeszcze do konca nie ogarniam WordPressa, więc proszę o cierpliwość 😉

Zdravim!